Dlaczego warto teraz myśleć co będzie za 3 miesiące?

Prognozowanie w czasach pandemii jest trochę jak barowe dyskusje o piłce nożnej. Wielu się wypowiada, tyle opinii ile uczestników spotkania, a wszyscy mają poczucie, że prawda jest gdzieś daleko i nie zależy od nas, tylko jakiegoś tajemniczego czynnika. 

 

Rzeczywiście, zacząć wypada od prostego dylematu – zmieni się świat czy nie? W sieci mnóstwo jest opisów poprzedniej epidemii SARS, informacji o tym jak wiele oczekiwali Azjaci po ustaniu kataklizmu i jak niewiele w gruncie rzeczy się zmieniło. Ludzie wrócili do poprzednich zajęć i rozrywek, zwiedzali dalej świat, odwiedzali restauracje i kina, nie zmienił się styl konsumpcji.

Zasięg obecnego kataklizmu jest większy (The Ecominist prognozuje nawet 10% spadku PKB), a przede wszystkim dotyka centrów europejskiej i amerykańskiej kultury, które mają istotną moc w kształtowaniu naszego świata. 90% tego, co mamy w reklamie i na półkach sklepowych i wieszakach – ma swój początek w Londynie, Mediolanie czy Nowym Jorku. Dylemat trudno rozstrzygnąć, zamiast tego warto zarysować nurty społecznych zmian zarówno odnoszących się do zagadnień behawioralnych, jak i szerszych, poprzez media czy kulturę, kształtujących społeczeństwo.

Z pewnością pierwsze przychodzi na myśl poczucie bezpieczeństwa. W karuzeli hedonizmu z ostatnich lat oczekiwanie spokoju przypisane ekskluzywnie do pewnych grup wiekowych czy charakterologicznych, dziś przecina wszystkie grupy społeczne. Z pewnością warto rozpatrywać ten spokój w znacznie szerszym wymiarze: zdrowia i życia, ale i obaw i niepewności o bezpieczeństwo ekonomiczne, skończywszy na bolesnej sprzeczności – im więcej opiekuńczości państwa, tym więcej obaw o jego zbytnią ingerencję w codzienność, co już przewiduje autorytet naszych czasów, Yuval Harari w Financial Times.

Marcin Król z Polska The Times wieści koniec cywilizacji konsumpcji, lecz w krótkim i średnim okresie to raczej igrzyska małego AGD i telewizorów będą podkręcać obroty marketów. Dom, nowy bohater naszej rzeczywistości, powróci wraz z odwróceniem popularnego ostatnio metatrendu na spotkania i jedzenie poza własną kuchnią. Mniej podróży po mieście, mniej podróży w ogóle – w biznesie, w szkoleniach, w konsultingu, na wakacjach w Polsce spotkają się ci, co muszą i ci, co tym razem po prostu chcą – pewnie z 30 milionów ludzi. Lokalność, zamknięcie w skorupie jest atawistyczną reakcją na zagrożenie. Bardzo groźną z punktu widzenia powrotu do ekonomii wzrostów – wszak wszystkie poprzednie kryzysy, a nawet zastój powojenny przełamywał świat międzynarodowymi kontaktami i najzwyczajniejszym wzrostem wymiany handlowej, a izolacja co najwyżej doprowadziła do kartek na mięso.

Politico, piórem Marka Shrada, zwiastuje początek nowej tendencji u Amerykanów. Długoletnią fascynację armią, ze wszystkimi konsekwencjami – zniżkami, honorami, przywilejami, popkulturą, chce zastąpić szacunkiem i wdzięcznością dla lekarzy i całego personelu medycznego. Wdzięczność za ich postawę i bohaterstwo wykreuje nowe mity i bohaterów. Tak bardzo życzyłbym sobie takiego trendu w Polsce – gdzie lekarz to często w odbiorze społecznym dorobkiewicz czy kombinator, a reszta personelu – prekariat bez praw i należnego szacunku. Z pewnością warto będzie w sensie społecznym wesprzeć ten trend i jest tu rola dla tzw. Big Pharmy, często przecież z polskim kapitałem.

Ciekawa jest dyskusja w mediach między indywidualizmem, podkręcanym obawami o bliskie kontakty, a dążeniem do mentalnej chociaż, bo chwilowo nie fizycznej, łączności. Ta tęsknota za zbiorowością, wielkim i małym „My” może napędzić niejedną aktywność marek, zwłaszcza w obszarze telekomów czy „party boosters”. A może właśnie odnalezienie zbiorowego bohatera w nieoczywistych kontekstach dotychczas bardzo zindywidualizowanych, jak moto czy farmacja to będzie nowa tendencja? Pokolenie powirusowe – będzie potrzebować nowych kodów i bohaterów.

Na koniec zostawiam ciekawy i dość uniwersalny insight, dotyczący chyba każdego poziomu ludzkiej aktywności w ostatnim czasie. Od polityków, przez biznes aż do bliskich rodzinnych relacji.

Niemożliwe nie istnieje – wszystko jest możliwe. Ilość złamanych regulacji, nawet przez tych, którzy sami je ustalali, ilość  porozumień ponad podziałami, niestandardowych rozwiązań, przykładów ludzkiej inwencji w obszarach poważnych ale też błahych, naprawdę imponuje. Nikt w tej chwili nie mówi już o leniwych Milenialsach i roszczeniowych Zetach, a bohaterowie codzienności nie mają metryki i specyficznej lokalizacji. Zatem hołd złożony człowiekowi jako takiemu wraz z jego niezwykłymi talentami w czasie prawdziwego zagrożenia – to może być doskonała kampania przypominająca nam, jacy wspaniali byliśmy w czasie zarazy. Z pewnością przyda się nam takie wzmocnienie w trudnym okresie powrotu do normalności.