Andrzej, to co teraz będzie?

W filmie „Psy” Władysława Pasikowskiego jest taka scena, która rozgrywa się na wysypisku, gdzie palone są teczki tajnych współpracowników UB. Młody funkcjonariusz podchodzi do Franza Maurera (granego przez Bogusława Lindę), podaje mu szklankę z wódką i zadaje pytanie: „Panie poruczniku, to co teraz będzie?”

Franz na to odpowiada:

„Nic, będzie tak samo”, a po rzetelnym łyku wódki, bynajmniej nie ze szklanki, tylko z butelki (a jakże), krzywiąc się dodaje: „Albo lepiej”.

Pasikowskiego można lubić albo i nie, ale na pewno nie można przejść obok jego twórczości obojętnie. Zresztą szczególnie Psy i te dwie krótkie sceny na wysypisku (pierwsza przeze mnie tu opisana i druga, która rozgrywa się z udziałem Radosława Pazury), mówią więcej o prawdziwej istocie polityki, niż wszystkie mniej lub bardziej naukowe opracowania i filmy. Niestety. No, ale to nie ma być artykuł o polityce.

Dlaczego o tym piszę? Bo często teraz słyszę podobne pytanie: „Andrzej, jak sobie radzicie w tych trudnych czasach?” albo „Andrzej, to jak to teraz będzie, jak to wszystko będzie wyglądało?”.

Odpowiadam wówczas słowami Franza Maurera. Z tą może różnicą, że nie przepijam wódką tylko jak już to whisky – ja wolę (na tych, którzy odgadną prawidłowo, do czego się uśmiecham z tym „Ja wolę”, czeka mała nagroda*).

No dobra, obiecuję, że to była ostatnia dygresja. Gdy ludzie pytają mnie o to, jak pandemia wpłynęła na biznes agencji i jak on będzie wyglądał w przyszłości, odpowiadam naprawdę bardzo podobnie jak Maurer w Psach. Nie chcę wyjść na megalomana i nie chcę w żadnym wypadku podważać tego, że dla wielu podmiotów gospodarczych cała ta sytuacja była i jest niezwykle trudna. Kibicuję wszystkim przedsiębiorcom, aby dalej udawało im się skutecznie prowadzić swoje biznesy, ale jednocześnie uważam, że pandemia to jedna z lepszych rzeczy jakie mogły się przytrafić naszej agencji.

Naprawdę? Zapytacie.

Naprawdę. Sprawa jest bardzo prosta…

a jednocześnie niezmiernie trudna.

Moja diagnoza jest taka, że gdyby nie pandemia, trudności, która stała nam cały czas na drodze do stania się lepszą organizacją, nigdy w tak dużym stopniu i tak szybko nie udałoby się nam zniwelować. Gdyby nie sytuacja kryzysowa, która niejako postawiła nas jako firmę pod ścianą.

Czym jest ta trudność? TO ZAUFANIE

Zaufanie w polskiej rzeczywistości, nie tylko biznesowej, jest mocno niedoceniane. CBOS prowadzi rokrocznie badania, które opiera na ogólnym wskaźniku zaufania społecznego.  Niestety w Polsce wciąż jest on na bardzo niskim poziomie. Blisko 70% osób można przypisać nieufne podejście do ludzi. Nawet nie porównując tego do innych krajów to po prostu dużo! Tymczasem zaufanie to jedna z ważniejszych, jeśli nie najważniejsza wartość, która pozwala na istnienie społeczeństw i jakiegoś ogólnie akceptowanego porządku prawno-społecznego.

Dla mnie jednym z podstawowych czynników sukcesu w biznesie (oczywiście nie tylko) jest właśnie ta trudna do skwantyfikowania, umiejętność zaufania drugiej stronie. Tak wiem, dużo się o tym w ostatnim czasie pisze i mówi, ale chyba na tym koniec.

Gdzieś przeczytałem, że z zaufaniem jest jak z drożdżami. Dzięki nim wszystko rośnie. Jak nie ma zaufania jest stan niepewności, podejrzliwości, niechęci. Zamiast skupić się na robieniu biznesu ciągle myślimy, czy przypadkiem druga strona nie chce nas oszukać, czy przypadkiem nie jest tak, że ten człowiek z drugiej strony biurka mówi jedno, a myśli o czymś innym. Ciągle myślimy w kategoriach: a co się stanie jak druga strona mnie oszuka. Nie dość, że mogę stracić pieniądze, to jeszcze wyjdę, za przeproszeniem, na frajera. I co sobie ludzie o mnie pomyślą? Takie analizy zajmują mnóstwo czasu i energii. Są męczące, nie boję się napisać wręcz autodestrukcyjne i naprawdę nie pozwalają nam na rozwinięcie skrzydeł. To nie jest myślenie o tym jak robić biznes, jak iść do przodu, jak się rozwijać. Brak zaufania to de facto ciągła asekuracja i strach przed podejmowaniem ważnych i odważnych decyzji.

Jestem związany z tą firmą już około 10 lat i zawsze uważałem, że wzajemne relacje pracownik i pracodawca są tu na wyjątkowo wysokim poziomie.

Niemniej muszę przyznać, że wciąż nam czegoś brakowało, wciąż nie potrafiliśmy przekroczyć jakiejś niewidocznej granicy, która wyniosłaby nas poziom wyżej. I chyba szczerze mówiąc nie potrafiliśmy (nie chcieliśmy?) zobaczyć tego, czego nam naprawdę brakowało.

Co takiego zmieniło się w agencji w czasie tych kilku miesięcy, że moje myślenie o przyszłości jest tak pełne optymizmu i uważam, że już teraz osiągnęliśmy wspomniany wyższy poziom i jesteśmy gotowi do pięcia się jeszcze wyżej?

Wydarzyła się pandemia, która postawiła nas w trudnej, kryzysowej sytuacji. Musieliśmy działać po pierwsze szybko i sprawnie i postawić na pełne zaufanie do ludzi.

I nie będzie chyba teraz dla Was zaskoczeniem, jeśli powiem, że to się w pełni sprawdziło.

Sprawdziło się, bo zarząd przekonał się, że ludzie pozostawieni „bez opieki” nie wykorzystują tego niecnie przeciwko niemu. Po prostu normalnie pracują. A w zasadzie powinienem napisać, że wcale nienormalnie. Czas home office pokazał, że nasza praca stała się lepsza, efektywniejsza, szybsza. Staliśmy się bardziej elastyczni, wyrozumiali, empatyczni. Nasze spotkania stały się bardziej konkretne i punktualne. Poziom wynajdywania wymówek, że czegoś się nie da, zmniejszył się prawie do zera. Zwiększenie kreatywności? Tak. Zwiększenie interdyscyplinarności? Tak. Poznawanie nowych narzędzi? No pewnie, że tak! Piękne, prawda?

Wszystko sprawdziło się również dlatego, że i pracownicy zobaczyli z większą niż zazwyczaj siłą, że ta druga strona jednak nie jest taka zła. Że ten „krwiopijczy” zarząd nie ma zamiaru wykorzystywać sytuacji przeciwko nim. Nagle okazało się, że z partnerów o ograniczonym poziomie zaufania staliśmy się partnerami, którzy mogą wreszcie przestać martwic się o to, czy aby na pewno druga strona mówi prawdę.

Mogliśmy skupić się na rzeczywistych i prawdziwych problemach, czyli np. jak prowadzić skuteczne działania NB w nowej rzeczywistości, jak zadbać o biznesy naszych klientów, żeby oni nie tracili.

Obie strony zrozumiały, że jesteśmy systemem naczyń połączonych, gdzie każdy ma swoją rolę do spełnienia, że tylko wspólne, uczciwe (pełne zaufania oczywiście) działanie będzie pchało każdego z nas, razem i z osobna do rozwoju.

Przed nami jeszcze wiele do zrobienia

Cała sytuacja pandemiczna, konieczność pracy zdalnej to oczywiście bardzo trudne zadanie dla każdego z nas i czeka nas mnóstwo pracy logistyczno-organizacyjnej, ale jedno jest pewne – dzięki pandemii nauczyliśmy się wzajemnego zaufania. To bezcenna lekcja, która będzie procentować. Franz Maurer powinien w zasadzie odpowiedzieć teraz na pytanie „Panie poruczniku, to co teraz będzie?”, tylko drugą częścią zdania: będzie lepiej.

Nie bójmy się więc zaufania, bo ono zaprocentuje.

Nie bójmy się zaufania, bo dzięki niemu nasze i Wasze biznesy urosną.

Nie bójmy się wreszcie zaufania dlatego, żebyśmy nie musieli za następne kilka lat śpiewać refrenu tej piosenki, bo to od nas samych zależy czy i jak się zmienimy. Chciałbym natomiast, żebyśmy mogli bardziej nucić sobie taki refren.

 

Wszystkiego dobrego i powodzenia!

*Na dwie pierwsze osoby, które wyślą do mnie maila z dobrą odpowiedzią, czeka nagroda!