5 rzeczy, które chcesz wiedzieć, zanim weźmiesz się za video

Od kilku lat każdy blog i magazyn marketingowy trąbi na prawo i lewo, że content video is king. Ciężko się z tym kłócić, obserwując zachowania konsumentów i sposób pochłaniania treści. Dlatego jeśli filmy, animacje i pokrewne nie są jeszcze częścią strategii twojej firmy, to ostatni dzwonek, by to zmienić. A może już próbujesz swoich sił w kreowaniu treści tego typu, ale temat jakoś się nie kręci? Zobacz, co warto wiedzieć, zanim weźmiesz się za video.

 

 

1. Wszystko zajmuje więcej czasu, niż się spodziewasz

Trzy lokalizacje w jeden dzień? Do tego szybka przebieżka po hali produkcyjnej, przebitki z Warszawy nocą i jeszcze timelapse z Pałacu Kultury. A potem Henio nam to zmontuje w godzinkę, sprytny jest przecież! I harmonogram się spina.

Albo nie. A nawet na pewno nie. Weź na starcie głęboki wdech i rozplanuj prace zgodnie z czasem, którego rzeczywiście będą wymagać. A potem pomnóż razy dwa. Serio. Przeczytanie tekstu przez lektora wydaje się zajmować minutę, ale przecież trzeba mieć kilka wersji do wyboru i przynajmniej dwa czyste ujęcia „w razie czego”. Poza tym, wypadki chodzą po ludziach, a na planie filmowym czy sprzętom zdarzają się jeszcze częściej. Warto mieć w zapasie przynajmniej kilka godzin na nieoczekiwane okoliczności, tak, aby mały wypadek, spóźnienie makijażysty czy niewspółpracujący komputer nie sprawił, że cały misternie utkany harmonogram posypie się jak domek z kart. Nie pozwól na to.

Photo by João Silas on Unsplash

2. Bank video to twój przyjaciel

Łatwo popaść w puryzm kreacyjny i mówić sobie, że banki video nie odpowiedzą na potrzeby naszego fantastycznego, szalonego pomysłu. Jedynie modelka z włoskiego wybiegu albo pantera-albinos z czarnym serduszkiem na czole oddadzą nasz zamysł w pełni. Jeśli ujęcie nie jest stworzone tylko dla ciebie i nikogo więcej – to go nie chcesz!

Wręcz przeciwnie. Pozbądźmy się tego myślenia. Czasy, gdy banki video były przebrane na dziesiątą stronę i nie inspirowały, już dawno minęły. Teraz nie tylko witryn z profesjonalnymi video, animacjami i ciekawymi ujęciami jest na pęczki, ale też prezentują zupełnie nową jakość. Dlatego nie tylko można, ale nawet trzeba włączyć je do stałej bazy materiałów. Szanse na to, że znajdziesz tam coś „w punkt” są znacznie większe niż myślisz. A przy okazji… może jedno z przypadkowo znalezionych ujęć zainspiruje cię do jeszcze lepszego pomysłu?

 

3. Prostota ponad wodotryski

…I wtedy na wieżowiec wjeżdża jednorożec w cekinowym trykocie i na rolkach, a zastęp myszojeleni wyśpiewuje rymowany hymn na cześć produktu. Hurra, mamy to! Czy takie video zapadnie w pamięć? Na pewno, ale chyba nie w taki sposób, jak powinno.

Czasem warto przepuścić swoje fantastyczne pomysły przez mielarkę testu korytarzowego. Jeśli nie jesteś w stanie łatwo przekazać, co znajdzie się w spocie, a odbiorca ma wątpliwość, co próbujesz wyrazić swoim filmem, to coś jest nie tak. Uprość. Skreśl. Zacznij od nowa, jeśli trzeba. I pamiętaj, że prosty pomysł jest najlepszy. W końcu zależy ci na tym, by zostać zrozumianym. Z resztą, prosty pomysł wcale nie musi być pozbawiony kreatywności czy dowcipu – jeśli jest przemyślany i umiejętnie skonstruowany, odpowie na wszystkie potrzeby.

Photo by Ricardo Gomez Angel on Unsplash

4. Kreatywność ratuje nawet mały budżet

W idealnym świecie moglibyśmy kręcić ujęcia z satelity i pokazywać nasz produkt w rękach setek aktorów z całego świata – raz w Barcelonie, potem w Kopenhadze, a później jeszcze w Kairze. Niestety, podróż dookoła świata zazwyczaj nie mieści się w budżecie. Za to zawsze powinna w nim zawierać się solidna dawka wyobraźni i niesztampowego myślenia. Być może część treści możesz pokazać za pomocą materiałów z banków video? A może nie masz czasu i funduszy na pełny shooting z aktorami i zamiast tego wykorzystasz metodę kolażową z różnych zdjęć? Kilka zręcznych trików i nawet niewielki budżet pozwoli stworzyć film, który nie tylko spełni wymagania i nie puści z torbami, ale przy okazji zabłyśnie wśród morza miałkich, sztywnych realizacji.

 

5. Małe kotki ratują wszystko

Nie, nie dosłownie. Ale prawie. Nie bez powodu spędzamy w sieci długie godziny na oglądaniu uroczych i zabawnych filmików. Kradną naszą uwagę, nawet, gdy mamy robić coś zupełnie innego. A jak efekt „małego kotka” możesz wykorzystać w video dla siebie lub swojego klienta? To prostsze, niż się wydaje. Znajdź jakiś drobny element, który przyciągnie, zaciekawi i wyróżni. Wystarczy jeden akcent z efektem zaskoczenia albo wywołujący rozbawienie, żeby video zatrzymało uwagę odbiorcy i zapadło mu w pamięć. Dla każdej branży, scenariusza czy typu video będzie to coś zupełnie innego. Jednak warto uruchomić szare komórki i zastanowić się, co to będzie w twoim filmie. Znajdź swojego „małego kotka”. I nie zawahaj się go użyć.

Photo by João Silas on Unsplash

Podsumowując, kreowanie treści video to nie czarna magia, ale na pewno trzeba poświęcić sporo uwagi na planowanie i poznanie dobrych praktyk. Czasem kilka trików sprawi, że film będzie zachwycał i kradł uwagę na długo. Dlatego warto je znać i najlepiej jeszcze regularnie stosować. Niech content video rozkręci twoją firmę.